piątek, 29 maja 2015

Kolokwializmy nie uznają androgenicznej urody

Miało być spokojnie. Zupełnie chillowy wieczór, w najlepszym możliwym towarzystwie.
Skrajna nieodpowiedzialność i brawura - brać zakręt z prędkością 100km/h.
Pusta droga
żadnych drzew na poboczu
żadnych znaków czy słupów
nie było przystanku czy słupa informacyjnego
i był tylko ten cholerny rów dzięki któremu nie dachowaliśmy.

Martyna nie zapięła pasów. Ja miałem zbyt blisko siedzenie.
To wszystko nie miało prawa skończyć się dobrze. A jednak poza oberwaną rurą wydechową, samochód nawet się nie zarysował. Choć gdy rzucało nami po całej drodze, oczami wyobraźni widziałem jak lądujemy do góry kołami.

Minutę po całym zajściu nadjechał samochód. Później kolejny. I następny. Choć przed chwilą drogą była zupełnie pusta.

Mam mętlik w głowie. Ostatnio błyskawicznie wypieram z siebie traumatyczne przeżycia. Ale widziałem te przerażone oczy. Te niesmaczne uwagi wywołujące nerwowy chichot. Człowiek zaczyna dostrzegać jak niewiele od niego zależy i jak wiele zarazem.

Cały mój światopogląd stanął pod znakiem zapytania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz